Rafał Majka (Bora-hansgrohe) nie będzie chyba dzisiaj świętował swoich 29. urodzin, bo 157 km w Kraju Basków nie zostawiło mu wiele sił. Po ostatnich metrach Polak zsiadł z roweru i wykończony położył się na ziemi. Chwilę wcześniej walczył o swoje drugie zwycięstwo etapowe w hiszpańskim Tourze (pierwszy raz wygrał rok temu). Kilka kilometrów przed metą razem z Michaelem Woodsem (Education First-Drapac), Davidem de la Cruzem (Sky) i Dylanem Teunsem (BMC) odłączyli się od 22 kolarzy towarzyszących im w licznej ucieczce i finisz zaczęli rozgrywać między sobą.

Majka w tej ucieczce przez chwilę wyglądał na bardziej zmęczonego niż pozostała trójka, ale schowany za Belgiem Teunsem ciągle utrzymywał się w grupie. W pewnym momencie w drodze na górę Oiz nachylenie wynosiło prawie 24 proc. Oprócz tego pojawiła się gęsta mgła, która dodatkowo zelektryzowała finisz. Najpierw zaatakował Hiszpan de la Cruz, ale szybko jego ucieczkę skasował Woods, który zyskał sporą przewagę nad resztą. Na ostatnim kilometrze pedałował już resztkami sił, ale zmęczeni byli też trzej kolarze jadący za nim. Kanadyjczyk wygrał swój pierwszy w karierze etap wielkiego Touru. Drugi, pięć sekund później, przyjechał Teuns. Rafał Majka stracił do Woodsa 13 sekund, do trzeciego de la Cruza tylko trzy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej