Rafał Stec: Podobno złościł się pan po remisie z Irlandią 1:1, że kilku polskich piłkarzy „przeszło obok meczu”.

Zbigniew Boniek: Nie tylko dziennikarze mają prawo krytykowania, a ja jako prezes też nie jestem od tego, żeby tylko głaskać i chwalić. Mecz mi się nie podobał. Koniec kropka.

„Przejść obok gry” to w słowniku futbolu poważne oskarżenie.

– Nie. Normalne, takie momenty się zdarzają. Wydaje mi się po prostu, że kilku z zawodników zagrało towarzyski mecz w stu procentach po towarzysku. Nie pierwszy i nie ostatni raz. A w grę, jeśli ma wyglądać dobrze, trzeba włożyć sto procent w innym sensie. Tylko to muszą być prawdziwe mecze, nie sparingi.

One całkiem znikną? To nieuniknione?

– Przy dzisiejszym kalendarzu, przeładowaniu sezonu... Sprawy ku temu zmierzają. Towarzyskich spotkań będzie nadal ubywać, aż zostaną wyeliminowane. Za dużo rozgrywek, za dużo chcących duże wydarzenia telewizji, by pomieścić wszystko.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej