Luty 2013. Porażka 0:2 w Dublinie zwiastowała kłopoty w eliminacjach mundialu w Brazylii.

Listopad 2013. 0:0 we Wrocławiu – już po przegranych kwalifikacjach – pogłębiło atmosferę beznadziei.

Marzec 2015. 1:1 w Dublinie utrudniło drogę na Euro 2016 i pozostawiło niedosyt, bo Polska straciła gola w ostatniej akcji.

Październik 2015. 2:1 w Warszawie oznaczało euforię, bo gwarantowało awans na mistrzostwa Europy.

Z żadnym rywalem polscy piłkarze nie mierzyli się w ciągu ostatnich pięciu lat tak często (Irlandczycy wyprzedzą dziś Niemcy, z którymi Polacy zagrali cztery mecze). Choć spotykali się z drużyną Martina O’Neilla na różnych etapach, w różnych okolicznościach i rozgrywkach, wspólne dla wszystkich meczów było to, że nigdy nie grało im się łatwo.

Dziś teoretycznie może być inaczej, Irlandczycy przywieźli bowiem do Wrocławia kadrę pozszywaną z rezerwowych i kandydatów na kadrowiczów, najlepszych piłkarzy wymiotły kontuzje. – Przegraliśmy zdecydowanie. Bez pięciu, sześciu zawodników z klubów Premier League nie jesteśmy w stanie zagrać na miarę możliwości – żalił się O’Neill w piątek po porażce z Walią 1:4 w Lidze Narodów. W 23-osobowej kadrze Irlandii jest tylko siedmiu zawodników z Premier League, atak – Robbiego Keane’a już w zespole nie ma, ostatnio dorabiał do emerytury w Kalkucie – składa się z drugoligowców i trzecioligowca. W sumie czterech napastników powołanych na mecz z Polską zagrało trzy mecze w reprezentacji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej