Polacy przystąpią do rywalizacji w glorii obrońców tytułu, ponieważ mistrzostwa świata odbywają się raz na cztery lata – smętna teraźniejszość nie zdążyła jeszcze wymazać pięknej przeszłości. Wszystko, co wydarzyło się ostatnio, nie pozwala wynosić ich jednak między faworytów.

Z ostatnich i przedostatnich mistrzostw Europy przepędzili ich Słoweńcy – w ćwierćfinale i barażu o ćwierćfinał. W ćwierćfinale olimpijskim Polacy nawet nie zadrasnęli Amerykanów, zeszli z boiska po szybkim 0:3. W Lidze Narodów i jej zlikwidowanej właśnie poprzedniczce Lidze Światowej potrafili się wśliznąć do turnieju finałowego, ale tam już nie zdziałali nic, więcej dokonała nawet Kanada (trzecia w 2017 r., wygrywała z Rosją i USA). Trudno już wyłowić z pamięci, kiedy w meczu o niebagatelną stawkę pokonali wielkiego rywala.

Dlatego bukmacherzy umieszczają ich obecnie na szóstym-siódmym miejscu w globalnej hierarchii. Inaczej niż niektórzy fachowcy jak Władimir Alekno, który w wywiadzie dla Wyborcza.pl rzuca kurtuazyjne: „Mogą zdobyć medal”, jednak grono drużyn zdolnych do identycznego osiągnięcia rozszerza do absurdalnych rozmiarów.

Artyku dost瘼ny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypr鏏uj cyfrow Wyborcz

Nieograniczony dost瘼 do serwis闚 informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazyn闚 Wyborczej