„Ten mecz nie zostanie zapamiętany w ten sposób, ale wszyscy powinni pamiętać, jak dobrze zagrała Osaka w swoim pierwszym wielkoszlemowym finale” – napisał na Twitterze Christopher Clarey z „New York Timesa”. 20-letnia Japonka zasłużenie wygrała 6:2, 6:4, po czym kilkukrotnie musiała wycierać łzy. Najpierw szczęścia, gdy ściskała się z matką i trenerami. Potem smutku, bo gdy ogłoszono początek ceremonii dekoracyjnej, stadion zawył. Osaka opuściła daszek, by zakryć twarz, Williams objęła ją i pocieszała.

– Denerwowałam się, wy też, ale nie buczcie już więcej. Ona zagrała bardzo dobrze, zasłużyła na zwycięstwo. Proszę, niech nikt już nie buczy – powiedziała Amerykanka, gdy dostała do ręki mikrofon. Tylko ona mogła zapanować nad publicznością, która była przekonana, że ich idolka została oszukana przez sędziego i organizatorów.

Wcześniej Williams przyczyniła się do nakręcenia emocji. W drugim secie dostała trzy kolejne ostrzeżenia – za komunikację z trenerem, zniszczenie rakiety i obrażenie sędziego, którego nazwała kłamcą i złodziejem oraz oznajmiła, że nigdy już nie będzie prowadził jej meczów. Zgodnie z przepisami za drugim razem straciła punkt, za trzecim – gema.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej