Musicie uwierzyć na słowo, ponieważ nie zamierzam niczego tłumaczyć – i tak byście nie zajarzyli. Skrótowo tylko ujawnię, dla agresywniejszego zaatakowania wyobraźni, że na mistrzostwa kontynentu awansuje na pewno ktoś z zacnego grona reprezentacji sklasyfikowanych obecnie na pozycjach od 40. do 55. w rankingu UEFA: Azerbejdżan, Macedonia, Białoruś, Gruzja, Armenia, Łotwa, Wyspy Owcze, Luksemburg, Kazachstan, Mołdawia, Liechtenstein, Malta, Andora, Kosowo, San Marino, Gibraltar. Co więcej, niekoniecznie poszczęści się akurat najlepszym, za półtora roku może się okazać, że niektórym opłacało się przegrywać, czego również nie zamierzam objaśniać – albo sami wnikniecie w instrukcję obsługi, albo musicie zaufać podstawowej informacji, że na kolejnym Euro wystąpi absolutny debiutant. Mówiąc narzeczem bukmacherskim: prawdopodobieństwo wystąpienia tego zdarzenia zbliża się do okrągluteńkich 100 procent. Pełnej setki nie ma, bo grozi nam Łotwa.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej