Nie wiadomo, skąd oni właściwie się wzięli – żadna rewolucja w szkoleniu nie nastąpiła – ale rozmnażają się w oszałamiającym tempie. Goleadorzy. Albo cenieni na czołowych rynkach w Europie, ale strzelający seriami na ciut mniej renomowanych rynkach.

To już nie tylko Robert Lewandowski, który najdalej za kilka tygodni zostanie zapewne najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii Bundesligi. Nie tylko Arkadiusz Milik, na którym również nowy trener Napoli Carlo Ancelotti opiera ofensywę. Furorę robi także kolejny powołany do polskiej kadry – Krzysztof Piątek. W niedzielny wieczór strzelił dla Genoi dwa gole i został współliderem klasyfikacji snajperów włoskiej Serie A.

W Italii obwołano go „najszybszym rewolwerowcem w lidze”. Bo nigdy nie zwleka. W debiutanckim wakacyjnym sparingu zdobył bramkę już po siedmiu minutach. W krajowym pucharze wypalił po dwóch minutach (a w sumie aż cztery razy!). W ligowym meczu trafił do siatki po sześciu minutach. Żeby znaleźć zagranicznego snajpera, który rozpoczynał kanonadę we Włoszech szybciej, trzeba się cofnąć do lat 50. ubiegłego stulecia. I trener Davide Ballardini na pytania o swego nowego gracza odpowiada tak: „Boję się o nim mówić, bo wygląda mi napastnika kompletnego. Mocnego mentalnie, fizycznie, technicznie. Ale mówię to półgłosem...”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej