Karl Gabl, austriacki guru od pogody, wyświetlił mapę Himalajów i Karakorum. Z zaznaczonych 14 ośmiotysięczników, 10 zdobiły flagi biało-czerwone, upamiętniając zimowe wejścia Polaków. Zaczęło się od brawurowego ataku Krzysztofa Wielickiego i Leszka Cichego na Mount Everest w 1980 r. 72-letni Gabl do dziś zachodzi w głowę, jak było to możliwe. – Analizowałem pogodę na najwyższym szczycie Ziemi wiele razy i zawsze wychodziło mi, że zimą jest on nie do zdobycia.

Himalaizm zimowy był domeną Polaków do 2005 r., kiedy Włoch Simone Moro i Piotr Morawski stanęli na szczycie Sziszapangmy. Trzy i pół roku później Morawski zginął podczas wyprawy na Dhaulagiri i został pochowany w Himalajach. Tak jak Jerzy Kukuczka, Artur Hajzer, Maciej Berbeka i Tomasz Mackiewicz. Wszyscy pisali historię himalaizmu zimowego.

Już na przełomie 1987 i 1988 r. legendarny Andrzej Zawada poprowadził pierwszą zimową wyprawę na K2, podczas której Berbeka jako pierwszy człowiek o tej porze roku postawił stopę powyżej 8000 m. Ale K2 na mapie Gabla wciąż jest bez flagi. Nie udało się go zdobyć zakończonej w marcu zimowej wyprawie kierowanej przez Wielickiego. Wywołała jednak ogromny oddźwięk. Himalaizm był jednym z motywów przewodnich spotkań z filmem górskim w Zakopanem w miniony weekend. Setki ludzi na spotkaniach z Adamem Bieleckim i Andrzejem Bargielem, który miesiąc temu jako pierwszy zjechał z K2 na nartach, oklaskiwały bohaterów na stojąco. Podobny entuzjazm wywołało spotkanie z Wielickim i pozostałymi uczestnikami zimowej wyprawy na K2.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej