To był niezwykle pracowity tydzień dla środkowego obrońcy FC Barcelony. W poprzednią niedzielę zdobył w marokańskim Tangerze Superpuchar Hiszpanii (2:1 z Sevillą), w środę zagrał 45 minut w Barcelonie w meczu o Puchar Gampera (3:0 z Boca Juniors), w sobotę całe spotkanie w pierwszej kolejce Primera División (3:0 z Alavés). A gdzieś pomiędzy, w czwartek w Orlando, podpisał wartą trzy mld dol. umowę mającą uratować Puchar Davisa. Lub też pogrzebać jego 118-letnią historię – jak uważa wielu byłych i obecnych tenisistów.

Na pomysł zorganizowania tenisowego mundialu Piqué wpadł już kilka lat temu. Jego pierwsza propozycja została odrzucona przez międzynarodową federację (ITF) w 2015 r. Teraz dopiął swego jako prezes firmy Kosmos, zasilanej majątkiem miliardera Hiroshiego Mikitaniego (Rakuten) i mającej wsparcie innego krezusa Larry’ego Ellisona (Oracle). Od przyszłego roku wywrócą oni Puchar Davisa do góry nogami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej