Listę zaniechań – na szczycie widnieje legendarny „brak systemu szkolenia” – znamy oczywiście na pamięć, recytujemy je mecz w mecz. Kłopot w tym, że akurat notorycznych i coraz bardziej zawstydzających klęsk w europejskich pucharach one nie wyjaśniają. Żadne rytualnie powtarzane przyczyny zapaści polskiego futbolu nie mają sensu, gdy piłkarze zatrudnieni w Warszawie (przede wszystkim), Poznaniu czy Białymstoku (w mniejszym stopniu) obrywają od dysponujących ułamkiem legijnego budżetu klubików ze Słowacji, Luksemburga albo innej Mołdawii.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej