W 2030 roku będziemy mieli bowiem setną rocznicę pierwszych w dziejach mistrzostw świata, które zorganizował Urugwaj. Wtedy, w 1930 roku, do dalekiej Ameryki Południowej udały się jedynie cztery drużyny spoza Ameryki: Francja, Belgia, Jugosławia i Rumunia, a turniej zgromadził 13 zespołów. Urugwaj został pierwszym mistrzem świata i teraz bardzo mu zależy na tym, aby ten fakt uczcić zorganizowaniem mistrzostw świata w rocznicę tamtego wydarzenia.

Jest jednak na tyle małym krajem, że samodzielne przeprowadzenie mistrzostw świata na 48 zespołów, bo taką formułę od 2026, a może nawet już od 2022 roku przyjmie FIFA, przerasta jego możliwości. Urugwaj chciał organizować turniej wraz z Argentyną. W zeszłym roku chęć dołączanie do projektu wyraził też Paragwaj, który również doszedł do wniosku, że tak rozrośniętej imprezy nie zrobi sam. Natomiast wraz z sąsiadami jest w stanie ją ugościć. Dołączenie rozważają także Chile i Peru, co nadaje całości charakter niemal panamerykański. To zbliża projekt mundialu 2030 roku do tego, który zwyciężył podczas starań o edycję 2026 roku – wówczas to wspólna kandydatura USA, Meksyku i Kanady pokonała ofertę Maroka. Mundial 2026 roku zostanie po raz pierwszy zorganizowany w trzech krajach, na rekordowo dużym obszarze, z niespotykanymi dotąd odległościami między miastami, które pokonać będą musieli kibice.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej