Tadeusz Kądziela: W finale postawił pan na długi finisz. Taki był plan?

Adam Kszczot: Tak. Czasem trzeba zaryzykować.

To było ryzyko? Na mecie miał pan prawie pół sekundy przewagi.

– To było duże ryzyko. Zacząłem się rozpędzać 220 m przed metą. Utrzymanie tempa na ostatniej prostej wiąże się z bardzo dużym wysiłkiem psychicznym. A ja starałem się jeszcze przyspieszyć.

Pana złoto w Europie można obstawiać w ciemno. To już trzecie z rzędu na 800 m.

– Tak to może wygląda z boku, że wychodzę na bieżnię, startuję i mam kolejne złoto.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej