W letnim cyklu Grand Prix Kot zazwyczaj nie zawodził. Pięć razy kończył je w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej, dwa lata temu, już pod dowództwem Stefana Horngachera, wygrał cykl, triumfując w zawodach pięć na sześć razy. W tym roku skacze jednak słabo.

Sobotnie 27. miejsce w Einsiedeln to najgorszy wynik Kota od 2010 r., kiedy na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle był 33. Nie da się nie zauważyć kiepskiej formy skoczka, zwłaszcza że jego koledzy w LGP dominują. Po trzech konkursach czterech Polaków jest w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej. Prowadzi Kamil Stoch przed Piotrem Żyłą. Kot zajmuje dopiero 18. miejsce.

Trudno wskazać, jakie błędy popełnia zawodnik. Trener Stefan Horngacher podejrzewa, że po miesiącach słabych skoków – ostatni sezon Kot skończył dopiero na 25. w PŚ – brakuje mu pewności siebie. Do tego dochodzi wyjątkowa ambicja, która w tych okolicznościach bardziej przeszkadza, niż pomaga. Mówiąc inaczej: Kot za bardzo chce.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej