Czy to sukcesy dwukrotnego mistrza olimpijskiego Tomasza Majewskiego były dla pana inspiracją?

Michał Haratyk: Na samym początku, gdy zacząłem trenować, nawet nie wiedziałem, kto to jest Tomek. Trener mi mówił, ale ja zawsze miałem słabą pamięć. I grałem w gry, więc to wybijało mnie z realnego życia. Dopiero potem oglądałem, jak zdobywał medal na igrzyskach w Londynie. Zauważyłem, że Polak ma sukcesy, i pomyślałem, że też bym chciał wygrać na igrzyskach.

Gry komputerowe? Miał pan dwa światy – rzeczywisty i wirtualny?

– Tak. Bardzo dużo grałem. Naprawdę bardzo dużo. Średnio nawet 12 godzin dziennie. Choć nie tak, żeby nie przesypiać nocy. Ale kiedy tylko mogłem, to grałem. Przestałem w grudniu lub styczniu tego roku.

Jakiego typu gry?

– MMORPG, czyli gry typu „Metin”, „Drakensang” czy „Diablo” [rodzaj gier komputerowych RPG, w których duża liczba graczy może grać ze sobą w świecie wirtualnym]. Ulubionych nie mam. Bo ja nie grałem dla samej gry. Nigdy nawet nie byłem w tym specjalnie dobry, po prostu lubiłem tak spędzać czas. Mieliśmy komunikatory odpalone i gadaliśmy między sobą. Miło spędzałem czas. Chyba lepiej tak, niż spotykać się na mieście i chlać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej