Dominik Szczepański: Dlaczego chcesz przejść pustynię Gobi?

Mateusz Waligóra: Chciałem jechać do Chin na pustynię Takla Makan, ale liczba formalności, pozwoleń do załatwienia jest ogromna. A Gobi to druga po Saharze największa pustynia świata. I do tej pory nikt samotnie jej nie przeszedł, chociaż próbowało wielu, np. himalaista Reinhold Messner.

Do wyprawy przygotowuję się od trzech lat, a od dwóch wiem, że jadę na Gobi – ruszam w połowie sierpnia. Przeszedłem największą solną pustynię świata – Salar de Uyuni w Boliwii, byłem w Patagonii, na Atakamie. Największe wrażenie robi Salar. Nie ma tam życia, zapachów, dźwięków i wody. Całkowita pustka i brak jakichkolwiek bodźców sprawiają, że umysł się oczyszcza. Ale to Atakama jest dla mnie szczególna, bo tam zacząłem przezwyciężać swoje lęki.

Jakie?

– Zacząłem jeździć na pustynię, bo zawsze bałem się, że w takim miejscu zabraknie mi wody. Przez kilka lat nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Jakkolwiek by to zabrzmiało – pojechałem na Atakamę zmierzyć się z samym sobą i uświadomić sobie, gdzie są moje granice. I tam największy strach zamienił się w największą pasję.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej