Brzęczek został ósmym szefem kadry w XXI wieku, drugim wskazanym przez Bońka. I prezes PZPN – jego kadencja kończy się jesienią 2020 r. – zapewne chce, by był zarazem ostatnim.

Jesienią 2013 r. Boniek nie pomylił się, mianując Adama Nawałkę, który doprowadził reprezentację do dwóch wielkich turniejów i ćwierćfinału Euro 2016. Po przegranym mundialu 58-letni trener musiał jednak odejść. Jak tłumaczył w poniedziałek prezes: „Gdyby wszystko w zespole było OK, nie byłoby zmiany”.

Po odejściu Nawałki Boniek brał pod uwagę zatrudnienie szkoleniowca z zagranicy (rozmawiał m.in. z byłym selekcjonerem Albanii Giannim De Biasim), ale od początku wolał, by trenerem został Polak. Skończyło się tym, że drugi raz zaufał szkoleniowcowi, którego CV jest ubogie (Boniek: „Żaden polski trener go nie ma, bo nasze zespoły nie odnoszą sukcesów w pucharach”), ale który ma za sobą karierę piłkarską oraz doświadczenie i sukces z reprezentacją. Nawałka był częścią piątej drużyny mundialu z 1978 r., Brzęczek – kapitanem srebrnej drużyny z igrzysk w Barcelonie. – Kiedy zaczynałem treningi, marzyłem o występie w drużynie narodowej. Spełniłem je. Kiedy w 2010 r. zaczynałem pracę szkoleniowca w Rakowie Częstochowa, znów marzyłem o reprezentacji. Nie spodziewałem się, że szansę dostanę tak szybko, ale to nie znaczy, że boję się tego wyzwania – mówił wczoraj Brzęczek.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej