Żeby odnaleźć podobnego finalistę, trzeba zanurkować w piłkarską starożytność – 56 lat temu srebro wzięli piłkarze Czechosłowacji. Żeby znaleźć finalistę o porównywalnie ubogich zasobach ludzkich, musimy zejść jeszcze głębiej – tuż po wojnie i przed nią mistrzostwo świata zdobywali Urugwajczycy.

Ale oni zajmują się wyłącznie futbolem. Inne sporty praktycznie u nich nie istnieją, na igrzyskach w minionym półwieczu uciułali cały jeden medal. Tymczasem Chorwaci stawali na olimpijskim podium w kilkunastu bardzo odległych od siebie konkurencjach, a w grach zespołowych zasługują na rangę supermocarstwa – kolekcjonują medale także w piłce ręcznej, piłce wodnej, koszykówce. Cztery miliony ludzi, obskoczyć potrafią wszystko.

Czytaj też: MŚ 2018, Anglia padła, piłkarze Chorwaci nieśmiertelni

Jeśli zrobiło się już wystarczająco wzniośle i słodko, to spójrzmy na drobnego, lecz niezmordowanego i natchnionego rozgrywającego Lukę Modricia, od środy poważnego pretendenta do zdobycia Złotej Piłki. Zanim poprowadził rodaków do półfinałowego zwycięstwa nad Anglią, odniesionego w okolicznościach wprost heroicznych, zeznawał w procesie niejakiego Zdravko Mamicia, skazanego już za oszustwa na sześć i pół roku więzienia. Zeznawał fałszywie, jemu też grozi wyrok. Co smutniejsze, jak na chorwackie standardy nie stało się nic szczególnego. Tamtejszy futbol jest nie tyle umoczony, co wytarzany w kryminale, spływają nim i doły, i góry, całość latami miała strukturę mafijną, na czele której stali wspomniany Mamić, jego brat Zoran i syn Mario. Kontrolowali wszystko – kładli łapy na każdym młodym zdolnym i na każdym transferze, przejęli na własność Dinamo Zagrzeb, które po 2005 roku nie zostało mistrzem kraju tylko raz. Słowem, piłka nożna zupełnie tam nie działa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej