Co się stało w Moskwie

Przed drugim półfinałem było wiadomo, że więcej jakości wnosi na boisko reprezentacja Chorwacji. I że największą przewagę nad Anglią powinna mieć w środku pola. Dlatego, szukając przyczyn problemów Chorwatów w pierwszej połowie, powinniśmy się zwrócić w stronę Ivana Rakiticia i Luki Modricia. Anglicy zbiorową pracą, która zaczynała się od Harry’ego Kane’a, a kończyła na Jordanie Hendersonie, odcięli pomocników Barcelony i Realu od reszty zespołu, sprawili, że akcje Chorwatów były mało dynamiczne. Zespół Zlatko Dalicia kontrolę nad sytuacją odzyskał dopiero po przerwie, najpierw wyrównał Ivan Persić, potem Chorwaci stworzyli szanse na kolejne gole. A wynikało to także z tego, że im bliżej było końca meczu, tym Anglicy mieli mniej sił, by uganiać się za Rakiticiem i Modriciem.

 

Największy mundialowy sukces Azji

Burdż Kalifa mierzy 829,8 m, stoi w Dubaju i od 2008 r. jest najwyższym budynkiem na świecie. Po grupowym zwycięstwie Chorwatów z Argentyną 3:0 na elewacji budynku wyświetlono biało-czerwoną szachownicę z chorwackiej flagi. W ten sposób mieszkańcy Emiratów chcieli pokazać, że kibicują selekcjonerowi Zlatko Daliciowi, że wspierają go podczas mundialu. Chorwacki trener jest nad Zatoką Perską uwielbiany. Przez siedem lat pracował w klubach z Arabii Saudyjskiej i ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W 2015 r. doprowadził Al-Ain do finału azjatyckiej Ligi Mistrzów. I pewnie pracowałby Dalić w ZEA do dziś, gdyby władze chorwackiej federacji nie wylały tuż przed końcem eliminacji mundialu pokłóconego z zespołem Ante Cacicia. Albo gdyby miały jakiś pomysł na to, kto może go zastąpić. A że nie miały, niespodziewanie zatrudniły mało znanego w Chorwacji Dalicia. Tak, roli przypadku w historii chorwackiego sukcesu nie można nie doceniać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej