Istnieją nieszczęśnicy, którym natura granicę przesunęła, więc trzeba się bardziej natrudzić, żeby im zadać fizyczne cierpienie, lepiej znoszą tortury, częściej zdarza im się nie poczuć pomniejszych kontuzji, nawet na temperaturę reagują inaczej, na przykład nie zauważają, że przestało być ciepło – w przypadkach skrajnych, śmiertelnie niebezpiecznych, nie zorientują się, gdy połamie im nogi albo urwie głowę. No dobrze, wróć, trochę się zapędziłem, po odseparowaniu głowy oko mogłoby wysłać do mózgu informację, że obok stoi niekompletny korpus.

Skoro jednak istnieją pechowcy, których nic nie ruszy, muszą istnieć również pechowcy z obniżonym progiem bólu i w tym właśnie dostrzegam szansę na złagodzenie wyroku dla zawodnika Neymara, który wije się i drze wniebogłosy po szturchnięciu, czasami nawet leciuteńkim pacnięciu, nawet niespecjalnie inwazyjny dotyk potrafi go bestialsko skrzywdzić, do parteru sprowadza podmuszek wiaterku. Gdyby Brazylijczyk cierpiał bardziej niż 99,99 proc. ludzkości, zasługiwałby wyłącznie na współczucie – nieco inny wariant takich różnic osobniczych ilustruje komiksowy „Niezniszczalny”, kiepsko zekranizowany przez Nighta M. Shyamalana, z którego dowiadujemy się, że skoro chodzą po ziemi nietykalni superbohaterowie, to dla przeciwwagi muszą też stąpać, dla swojego dobra nad wyraz ostrożnie, poszkodowani wrodzoną łamliwością kości.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej