Mówią, że urodził się w klubie piłkarskim. Że nigdy nie miał innego świata niż boisko.

Wtuptał na murawę jako kilkunastomiesięczny bobas, bo urodzony w Kamerunie ojciec Wilfried najpierw sam grał, a potem szkolił młodych na przedmieściach Paryża, przez ćwierć wieku pełniąc rozmaite funkcje w niskoligowym klubie AS Bondy, aż dochrapał się roli dyrektora sportowego. Piłkę jeszcze wówczas Mbappé tylko z wysiłkiem turlał, bo był niewiele większy od niej. Jako sześciolatek ganiał już za nią do upadłego, a dorośli kręcili głowami, że to nieziemski talent.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej