Cokolwiek jeszcze zdarzy się w ich karierach, zawsze będą mieli ten wieczór, nikt im go już nie odbierze. Takich fraz krążyły tysiące, reporterzy i kibice wylewający się ze stadionu Spartaka współbrzmieli w westchnieniach wyłącznie wzniosłych, ktoś niezorientowany w mrokach angielskiej duszy mógł zbaranieć. Piłkarze z kraju mistrzów świata ledwie wyczłapali z 1/8 finału, a wynosi się ich na cokoły?!

Nie awans był tu jednak najważniejszy, ale styl. wymordowanego po dogrywce remisu 1:1 na najpiękniejszą, rzęsistą goleadę, bo wtedy nie byłoby rzutów karnych, a gdyby nie było karnych, nie wygraliby czegoś więcej niż pojedynczy mecz. Nie mieliby szans pozbyć się stanów lękowych zatruwających im każdy turniej.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej