Cokolwiek jeszcze zdarzy się w ich karierach, zawsze będą mieli ten wieczór, nikt im go już nie odbierze. Takich fraz krążyły tysiące, reporterzy i kibice wylewający się ze stadionu Spartaka współbrzmieli w westchnieniach wyłącznie wzniosłych, ktoś niezorientowany w mrokach angielskiej duszy mógł zbaranieć. Piłkarze z kraju mistrzów świata ledwie wyczłapali z 1/8 finału, a wynosi się ich na cokoły?!

Nie awans był tu jednak najważniejszy, ale styl. Wyspiarze nie zamieniliby wymordowanego po dogrywce remisu 1:1 na najpiękniejszą, rzęsistą goleadę, bo wtedy nie byłoby rzutów karnych, a gdyby nie było karnych, nie wygraliby czegoś więcej niż pojedynczy mecz. Nie mieliby szans pozbyć się stanów lękowych zatruwających im każdy turniej.

Autoterapii poddawali się od wieczności, używali coraz bardziej wyrafinowanych metod. Przy reprezentacji Polski takiego stanowiska nie uświadczycie – dr Pippa Grange jest szefową departamentu „rozwoju ludzi i zespołu”, to ona zarządziła przed mundialem psychometryczną operację pozwalającą zbadać, kto nadaje się do kopania z jedenastu metrów, a kto niespecjalnie. To pod jej nadzorem Anglicy codziennie (!), na zgrupowaniach przed mundialem i podczas niego, wypełniają również kwestionariusze pozwalające ocenić ich aktualny dobrostan.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej