Najszczersze osłupienie podczas mundialu ujrzałem na twarzy pana Wiaczesława, przygodnego znajomego z pociągu, gdy wyjawiłem mu, że w Polsce nigdy nie widziałem dzieciaka ślizgającego się po lodzie z kijem hokejowym w rękach. – Jak to nigdy?! Przecież wy też macie zimę, może nie taką srogą, ale jednak – kręcił głową. Jechaliśmy z Szeremietiewa do Moskwy, przedstawił mi się jako fizyk jądrowy z dorobkiem, postanowiłem wreszcie ustalić, jaki sport zajmuje Rosjan najbardziej.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej