Nie trafił Koke, nie trafił Iago Aspas. Najmniej wśród Hiszpanów utytułowani okazali się też najbardziej stremowani.

Rzuty karne na MŚ muszą być, ale akurat tutaj?! W parze 1/8 finału o dysproporcji sił bodaj najbardziej rażącej?! To był mecz szokujący jak żaden na turnieju – nawet broniący złota Niemcy, gdy odpadali, to usiłowali rywali wgnieść w pole karne, aż po ostatnią akcję. Hiszpanie na wyrok czekali biernie. Zawalili przede wszystkim oni, choć do rosyjskiej mitologii niedzielne popołudnie przejdzie jako pokaz heroicznej defensywy.

Najpierw nikt nie wiedział, co się dzieje. A trener Stanisław Czerczesow przynajmniej raz wolał nie widzieć.

Sergio Ramos, największy snajper wśród współczesnych obrońców, fetował gola na 1:0 jak własnego, ale w istocie strzelił go Siergiej Ignaszewicz, który tak bardzo skupił swoją na uwagę na rywalu, że zapomniał sprawdzić, gdzie spada piłka. Decydenci z FIFA też nie wiedzieli, komu zapisać bramkę, na decyzję czekaliśmy ładnych parę minut.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej