W drużynie, która pokonała Polskę, widzę najbardziej niesprawiedliwie potraktowanego uczestnika mundialu. Została wyeliminowana wskutek niższej od Japonii pozycji w klasyfikacji fair play – ustalanie kolejności w tabeli według liczby uzbieranych żółtych i czerwonych kartek uważam za o tyle ryzykowne, że na boisku czasami padasz ofiarą okoliczności, stanowczo reagując na ostrą grę przeciwnika albo trafiając na łagodniejszego bądź surowszego sędziego; znacznie bardziej w duchu sportu byłoby choćby nagradzanie wyższej liczby wykonywanych rzutów rożnych. Premiowałoby grę ofensywą, odwoływało się do słynnej, zdroworozsądkowej zasady z podwórek, że trzy rogi to karny.

Przede wszystkim jednak krzywdził Senegalczyków sposób, w jaki omawiało się – zanim wybiegli na murawę – ich styl gry. W serwisach ze wszystkich stron świata i w rozmowach podsłuchanych w rosyjskich biurach prasowych notorycznie przewijało się, że są wielcy, silni i szybcy, innymi walorami właściwie nie dysponowali, dostrzegano wyłącznie ich atletyczność oraz fizyczność. Tylko czekałem, kiedy padnie, że potrafią całymi godzinami zwisać z drzew bez zmęczenia, trzymając się gałęzi jedną ręką, a kiedy postanowią przeskoczyć na inną, to nie muszą używać drugiej dłoni, puszczą się lewą, to złapią też lewą, aż chce się wykrzyczeć komplement, że demonstrują iście małpią sprawność.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej