Bo przecież wszyscy skrycie wierzyliśmy, prawda? Niekoniecznie wszyscy życzyli Leo Messiemu złota – upodobania kibiców są rozmaite – ale zakładaliśmy, że TO może się zdarzyć.

Zakładali nawet ci, którzy patrzyli, jak szkaradny futbol uprawiają jego rodacy w eliminacjach i jak lider wciąga ich na turniej w ostatnim meczu, z Ekwadorem, niemal w pojedynkę. I ci, którzy zobaczyli wiosenne 1:6 z Hiszpanią. Ci, którzy dostrzegali w argentyńskiej kadrze szokującą, niespotykaną nigdzie indziej, w żadnej reprezentacji, dysproporcję między klasą napastników a klasą pomocników, obrońców i bramkarzy.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej