Epizod z 59. minuty może nie poderwał nas z miejsc, ale przynajmniej rozbudził. Rzut wolny, dośrodkowanie, strzał. Zwycięskiego gola wbił Jan Bednarek, dotychczas antybohater. Pomógł zdobyć bramkę i Senegalowi, i Kolumbii.

Takie mecze – odfajkowywane już po przegraniu wszystkiego, co było do przegrania – stanowią gatunek odrębny, czasem zaciekawiają choćby drobnostkami bez znaczenia. Wyłaniają np. przypadkowych bohaterów, pozwalają zaistnieć (wręcz przejść do historii) piłkarzom, którzy w przeciwnym razie przepadliby w kompletnym zapomnieniu.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej