Z mistrzostw rozgrywanych w mrocznym roku 1982 pamiętam niewiele, skrawki meczów i chwil nie dłuższych niż mgnienie oka, ale tamta uwaga wryła mi się w pamięć jako bodaj pierwsza w życiu złowroga, prawie apokaliptyczna – mogę przekręcać dzisiaj słowa, które padły, ale emocji i zaschniętego gardła nie przekłamuję, zamarłem przerażony, przybity, zdezorientowany. Bramka Smolarka była wybawieniem, to prawdopodobnie wówczas dojrzewałem do oczywistej konstatacji, że mundial zasłania resztę świata, wprowadza ją w stan tymczasowego zawieszenia, że niczego bardziej doniosłego człowiek nie doświadcza.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej