Wysłannicy pokonanego Maroka przypominali m.in., że w ich kraju posiadanie jakiejkolwiek broni palnej jest zakazane, nie wprost nawiązując do tragicznych statystyk w USA, gdzie spluwą wymachują prawie wszyscy i tydzień w tydzień ludzie masowo giną w strzelaninach, masakry regularnie zdarzają się nawet w szkołach. Chcieli zadziałać na wyobraźnię, to był jeden z pomysłów na przeciwstawienie się rywalowi zbyt bogatemu, by miał z kim przegrać. Nie wypalił. Marokańczycy przeżyli niepowodzenie tym bardziej gorzkie, że o rolę gospodarza bezskutecznie zabiegali już po raz piąty.

Werdykt zapadł wczesnym popołudniem w centrum konferencyjnym oddalonym o kilka minut od stadionu Łużniki, na którym wystartuje mundial tegoroczny. Kandydatura Ameryki Północnej otrzymała 134 głosy, a konkurencyjna z Maroka – 65 głosów. Gospodarza po raz pierwszy wybierali (jawnie) przedstawiciele wszystkich 211 federacji stowarzyszonych w FIFA (nie wszyscy dojechali). Dotychczas decyzję podejmowało (tajnie) 24 członków Komitetu Wykonawczego, ale procedurę zmieniono po wybuchu skandalu – zaczęło się od aresztowań na kilku kontynentach, skończyło się na trwających do teraz w Nowym Jorku procesach – który ostatecznie potwierdził, że od dekad właściwie każdy turniej organizuje ten, kto rozda najwięcej łapówek.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej