Od poniedziałku wrocławianin Hubert Hurkacz jest 121. tenisistą na świecie, zdecydowanie odskoczył Kamilowi Majchrzakowi (ATP 191) i kontuzjowanemu Jerzemu Janowiczowi (ATP 199). Skok w rankingu zawdzięcza sumie 160 punktów, które wywalczył w Paryżu i Poznaniu. W obu przypadkach poradził sobie nadspodziewanie dobrze. W debiucie w Rolandzie Garrosie przeszedł trzyrundowe eliminacje, pokonał ćwierćfinalistę Australian Open Tennysa Sandgrena i zatrzymał się dopiero na rozstawionym z trójką Marinie Ciliciu.

Po przylocie z Paryża Hurkacz wylądował w tenisowym innym świecie. Za pięć meczów w Szlemie zarobił 79 tys. euro, czyli więcej, niż wynosiła pula nagród w Poznań Open (64 tys.). Tu też zagrał w pięciu meczach, zarobił 9200 euro, ale punktów zdobył więcej niż w Paryżu, bo aż 90. Nigdy dotąd nie zdobył tylu w jednym turnieju, nigdy też nie triumfował w imprezie tej rangi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej