Adam Nawałka należy, jak wiadomo, do szlachetnego gatunku trenerów rozdwojonych, wewnętrznie sprzecznych, tyleż maniacko racjonalnych, co pociesznie irracjonalnych, wiara w precyzyjne planowanie i analizowanie sąsiaduje w jego psychice z przeświadczeniem, iż bez hołdowania przesądom ani rusz, do zwycięstwa prowadzi wyłącznie droga przez zabobon. Stąd się biorą słynne opowieści o żelaznych zasadach selekcjonera – doniosłych jak ta, że autokarowi z piłkarzami nigdy nie wolno cofać, a jeśli się pechowo zdarzy, że trzeba wrzucić wsteczny, to piłkarze wysiadają. Albo ta, że podczas oficjalnej przedmeczowej kolacji usadza się piłkarzy w stałej konfiguracji. Pośród zatrzęsienia rytuałów drobnych, stosowanych na każdym zgrupowaniu kadry, odnajdziemy jednak również rytuały fundamentalne, które mają rozstrzygać o czymś więcej niż pojedyncze wyniki – i taki właśnie odprawimy we wtorek.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej