I znów się nie udało. Tym razem selekcjoner miał wyrecytować nazwiska przy tętnie spoczynkowym, zabrać na rosyjski turniej wszystkich, których sobie upatrzył. Ale mięsień Mączyńskiego, od kilku dni doprowadzony do stanu używalności, nie wytrzymał.

Adam Nawałka stracił zatem jednego z najbardziej zaufanych podwładnych. Pomocnik Legii wystąpił za jego kadencji w 31 meczach, stażem ustępuje nieznacznie tylko Glikowi (36), Robertowi Lewandowskiemu (35), Grzegorzowi Krychowiakowi (34) i Arkadiuszowi Milikowi (32). Nieefektowny – mnóstwo kibiców może go w większości meczów przeoczyć – ale bezcenny, niemal każda drużyna potrzebuje w środku pola rzetelnego specjalisty od małych robótek, który w każdych okolicznościach zdoła „przechować” piłkę i choć niczego niebanalnego raczej nie wymyśli, to też jej nie straci.

Jeszcze większą wyrwę zostawi po sobie Glik. On uszkodził bark dopiero na poniedziałkowym treningu w Arłamowie, tuż przed uroczystym ogłoszeniem składu. Od razu ruszył do szpitala, z naszych informacji wynika, że szanse na wylot ma mikroskopijne. Do FIFA jego nazwisko trzeba było wysłać, bo termin upływał w południe, ale komisja lekarska pozwoli wymienić go na Marcina Kamińskiego. Tylko teoretycznie bowiem piłkarz wciąż ma szansę, ostateczna decyzja ma zapaść po badaniach, które przejdzie w Nicei.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej