Mówiąc językiem reklamiarzy, Cristiano Ronaldo opóźnia efekty starzenia. Co roku zamierza chudnąć o kilogram, by odpowiadać na zmieniającą się wraz z wiekiem fizjologię. Nie obrastać tłuszczem i nie tracić szybkości zależnej od eksplozywności włókien mięśniowych.

On maniakalnie dba o ciało, czyli podstawowe narzędzie pracy, a świat maniakalnie dopytuje się, jak dba o to ciało, czyli powielany na milionach ekranów i wielkoformatowych billboardów przedmiot powszechnego pożądania. Tylko w ostatnich dniach sekrety ujawniał on sam (w wywiadzie telewizyjnym), członkowie sztabu przytrenerskiego Realu Madryt (anonimowo, cytuje ich hiszpańska prasa), a także jego osobisty oraz reprezentacji Portugalii kucharz Luis Lavrador (w serwisie „Business Insider”, zainteresowanie wykracza daleko poza sferę sportową).

Stąd wiemy, że utrzymuje ilość tkanki tłuszczowej na poziomie 7 proc. (przy 10-11 proc. u większości piłkarzy). Że w 50 proc. składa się z mięśni (średnia wśród zawodowców dochodzi do 46 proc.). Że robienie pompek i brzuszków to u niego nawyk, tłucze je w każdej wolnej chwili. Że każde przyjmowane danie okłada chaszczami zieleniny. Że toleruje tylko niewielką ilość mięsa, woli ryby. Że w trakcie treningu nie nawadnia się izotonikami produkowanymi seryjnie, lecz przyrządzonymi specjalnie dla niego – o innych proporcjach węglowodanów, elektrolitów i witamin. Dlatego wciąż, już po obchodzonych w lutym 33. urodzinach, stać go na atletyczne figury niedostępne nawet dla młodszych gwiazdorów futbolu. Jak gol strzelony przewrotką Juventusowi w ćwierćfinale LM, po którego sięgnął nogą wyciągniętą na wysokość trzeciego piętra.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej