Najsławniejszy nazywa się Mohamed Salah i bryka, zawsze sprintem, po prawym skrzydle. Im szybciej biegnie, tym bardziej nie gubi piłki, a ponieważ sprawniej kopie lewą nogą, to regularnie zbiega do środka boiska, żeby oddać stamtąd strzał. W ekstazę wprawia i kibiców Liverpoolu, którzy w popularnej przyśpiewce obiecują mu nawrócenie się na islam, i rodaków z Egiptu, którzy dopisywali jego nazwisko na kartach podczas niedawnych wyborów prezydenckich, i tłumy arabskich fanów z innych państw, którzy pielgrzymują pod kairski mural z jego wizerunkiem.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej