To kulminacja ostatnich dokonań Maradony, który po zejściu z boiska konsekwentnie dziwaczeje, próbując zahaczyć się gdziekolwiek i zbaczając w coraz bardziej egzotyczne futbolowo rejony. Niewykształcony, od zawsze otoczony próbującymi go wydoić cwaniakami jako niepiłkarz nie osiągnął niczego.

Do dyktatorów lgnął zawsze. Regularnie gościł u Fidela Castro, którego wytatuował sobie na lewej nodze i bronił przed potępieniem Komisji Praw Człowieka ONZ (nazwał jej członków zasrańcami), a jego przemówienia recenzował jako „lepsze niż Biblia”.

Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej