Dariusz Wołowski: Pamięta pan, kiedy pierwszy raz zetknął się z magią piłkarskich mistrzostw świata?

Zbigniew Boniek: Mogę sobie przypomnieć migawki z mundialu w Anglii w 1966 r. Miałem 10 lat i już wtedy życia bez piłki nie mogłem sobie wyobrazić. Tyle że świat dzieciaka uganiającego się po podwórkach Bydgoszczy i świat najjaśniejszych gwiazd futbolu były jeszcze od siebie bardzo oddalone. Z czasem miały się zbliżać krok po kroku, a w 1978 roku w Argentynie doszło do spotkania.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej