Tak się złożyło, że w niedzielę w odstępie kilku godzin piłkarskie trofea w krajach należących do Unii Europejskiej zdobywały kluby rządowe. Wygrywające w oszałamiającym, przytłaczającym rywali stylu.

Paris Saint-Germain zagwarantowało sobie odzyskanie panowania w lidze francuskiej po rozbiciu 7:1 Monaco (czyli mistrza ustępującego) i zwiększeniu przewagi nad nim, wiceliderem tabeli, do 17 punktów. Paryżanom nie przeszkodziła nawet nieobecność lidera – leczącego kontuzję brazylijskiego megagwiazdora Neymara. Natomiast Manchester City wyprzedza w angielskiej Premier League sąsiadów z United o 16 punktów. I mknie po statystyczne rekordy wszech czasów.

Przymiotnik „rządowe” to wcale nie publicystyczna hiperbola. PSG prezesuje minister rządu katarskiego Nasser Al-Khelaifi, a Manchester City należy do wicepremiera emirackiego rządu – szejka Mansoura bin Zayeda Al Nahyana, który wiedzie bardzo intensywne życie, posiada bowiem kilka biznesów, w tym wielosekcyjny klub sportowy Al-Jazira, oraz dwie żony i szóstkę dzieci. Przekładając to na nasze: wyobraź sobie, czytelniku, że zagraniczne kluby kupują, by poprowadzić je do spektakularnych sukcesów, minister Błaszczak i wicepremier Gliński.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej