Tak się złożyło, że w niedzielę w odstępie kilku godzin piłkarskie trofea w krajach należących do Unii Europejskiej zdobywały kluby rządowe. Wygrywające w oszałamiającym, przytłaczającym rywali stylu.

Paris Saint-Germain zagwarantowało sobie odzyskanie panowania w lidze francuskiej po rozbiciu 7:1 Monaco (czyli mistrza ustępującego) i zwiększeniu przewagi nad nim, wiceliderem tabeli, do 17 punktów. Paryżanom nie przeszkodziła nawet nieobecność lidera – leczącego kontuzję brazylijskiego megagwiazdora Neymara. Natomiast Manchester City wyprzedza w angielskiej Premier League sąsiadów z United o 16 punktów. I mknie po statystyczne rekordy wszech czasów.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej