Ogłaszając, że drużynę przejmie latem Niko Kovac, monachijczycy złamali regułę, której trzymali się przez całą bieżącą dekadę – ufali wyłącznie trenerskim gigantom opromienionym triumfem w Lidze Mistrzów, trofeum to w chwili podpisywania kontraktu miał w dorobku i Louis van Gaal, i Jupp Heynckes, i Pep Guardiola, i Carlo Ancelotti. Zarazem jednak zadziałali w swoim najlepszym stylu. Ogłosili decyzję możliwie najwcześniej, by wszyscy zdążyli się z nią oswoić, i znów przypomnieli, że kierują firmą w sposób uporządkowany, metodyczny, nadwątlający nadzieję rywali, że bawarski prymat da się kiedykolwiek obalić.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej