Szczegóły nie są pasjonujące: w kolejnym notowaniu rankingu Janowicz straci 29 punktów za zeszłoroczny półfinał challengera w Guadalajarze, a Hurkaczowi dopisane zostanie 15 za ćwierćfinał w Qujing. 21-letni tenisista z Wrocławia awansuje w okolicę 170. pozycji na świecie. Janowicz – z powodu kontuzji niegrający od listopada – będzie miał dziewięć punktów mniej.

Ciekawsze jest tempo, w jakim ruszyła kariera Hurkacza. Pierwsze miesiące poprzedniego sezonu miał nieudane, spadł poniżej 400. miejsca na świecie, zmienił trenera – Aleksandra Charpantidisa zastąpił Paweł Stadniczenko. I zaczął osiągać wyniki, o jakich wcześniej tylko marzył. Jesienią doszedł do finału challengera w Shenzhen i półfinału w Toyocie. Wiosną był w finale w Zhuhai i półfinale w Shenzhen. Zebrane punkty pozwoliły mu w pół roku poprawić miejsce w rankingu o 250 miejsc.

– Wyniki cieszą, ale nie czuję się cudotwórcą. Z poprzednimi trenerami Hubert wykonał olbrzymią pracę, teraz kontynuuje ją ze mną – mówi „Wyborczej” Stadniczenko. – Największe zmiany zaszły w głowie, w pozytywnym myśleniu. Tu nastąpił przełom. Także dzięki mojej żonie, która jest specjalistką od treningu mentalnego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej