Stał trener reprezentacji Polski w szkle, szkła było mnóstwo, wszędzie menzurki, kolby, probówki, rozmaite wkraplacze, niektórych naczyń nie umiałbym nazwać. Nawałka nalewał, dosypywał oraz wstrząsał z równoczesnym wciskaniem guzików, a także wypowiadaniem zaklęć, więc bulgotało, dymiło, Michałowi Pazdanowi chyba wyrastały dredy, Rafał Kurzawa niespodziewanie mieścił się w składzie na mecz z Senegalem, kontury trzyosobowego bloku defensywnego płynnie przeistaczały się w czteroosobowe, żeby za chwilę wykonfigurować się w pięcioosobowe.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej