Modelowy przykład innowacyjnej brawury odnajdziemy w Schalke, klubie prężącym się obecnie na dumnej pozycji wicelidera. Drużynę oddano przed sezonem niejakiemu Domenico Tedesco. Człowiekowi znikąd w najwyższym znaczeniu tego pojęcia, debiutującemu w roli samodzielnego trenera seniorów w marcu 2017 roku (!), dyplomowanemu inżynierowi jeszcze trzy lata wcześniej zatrudnionemu jako specjalista od komfortu pasażera i projektowania dźwięku w firmie podwykonawcy Mercedesa. Tamtą robotę rzucił późno, ponieważ futbol, pomimo namiętnej miłości do niego, musiał traktować jak hobby – choć już podczas studiów ekonomicznych słał listy do VfB Stuttgart i pozwolono mu tam uczyć gry w piłkę siedmioletnich brzdąców, choć powierzano mu coraz starszych chłopców i uzyskiwał znakomite oceny w akademii trenerskiej w Kolonii, to nie wydawał się naturalnym kandydatem na szkoleniowca z prawdziwego zdarzenia. Sam pokopał trochę tylko w okręgówce, nie ma kojarzącego się z czymkolwiek nazwiska, przez swoje wszechstronne pozasportowe wykształcenie w wielu krajach zostałby przez środowisko odrzucony lub przynajmniej traktowany podejrzliwie, jak ciało obce. Zwłaszcza że kiedy brał przywoływaną posadę w Erzgebirge Aue, miał ledwie 31 lat.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej