W finale z 2001 r. Serena Williams pokonała Kim Clijsters, po czym rozpłakała się. Większość kibiców dopingowała Belgijkę, a na rodaczkę gwizdali i buczeli. – Moja stopa nigdy więcej nie stanie w Indian Wells – powiedziała.

Widzom nie spodobało się, że półfinałowy hit Serena kontra Venus odwołano 20 minut przed spotkaniem z powodu kontuzji kolana starszej z sióstr. Pojawiły się plotki, że za wszystkim stał prowadzący wówczas ich kariery ojciec – chciał, by Serena miała dodatkowy dzień odpoczynku przed finałem. Wzmocnił je artykuł w tabloidowym tygodniku „National Enquirer”, że rok wcześniej Richard Williams kazał młodszej córce podłożyć się siostrze w półfinale Wimbledonu. Venus wygrała go zaskakująco łatwo (6:0, 6:2), a potem zdobyła trofeum.

Indian Wells - tenisowy raj w Kalifornii

Williams twierdzi, że podczas finału z Clijsters słyszał też na trybunach rasistowskie obelgi. Jego córki przez kolejne lata bojkotowały turniej, jako jedyne zawodniczki ze światowej czołówki. Miliarder Larry Ellison, prezes korporacji Oracle, stworzył tu tenisowy raj – kupił i rozbudował centrum tenisowe w pustynnej Kalifornii, które obecnie ma już 29 kortów i główne trybuny mieszczące 16 tysięcy widzów. Łączna pula nagród dla kobiet i mężczyzn rośnie z roku na rok i wynosi już blisko 16 milionów dolarów. Tenisiści doceniają brak kolejek na treningi i inne udogodnienia – czwarty raz z rzędu wybrali Indian Wells na swój ulubiony turniej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej