Jakie obowiązują tam priorytety, szczególnie wyraźnie widzieliśmy pewnej lutowej niedzieli: niespełna 48 godzin (!) przed meczem Neymar wydał urodzinowe przyjęcie dla 250 osób, wśród których znaleźli się wszyscy ważniejsi pracownicy klubu, od piłkarzy po właściciela Nassera El-Khelaifiego. Imprezowali nawet, ekhm, fachowcy odpowiedzialni za przygotowanie fizyczne drużyny.

Dzięki portalom społecznościowym wiemy, że hulanki trwały do głębokiej nocy, że lewy obrońca Yuri Berchiche był regularnie urżnięty, że dopiero w poniedziałek położyli się spać również ci zawodnicy, którzy mieli we wtorek grać. Nie mieści się w głowie? Trener Unai Emery komentował potem, że w nocnym klubie odbyły się wzorowe zajęcia integracyjne, i rozpływał się nad „rzadką możliwością czerpania przyjemności z wspólnego przebywania całej grupy” (czyżby treningi nie dawały radości?). Neymar, który potrzebował odpoczynku, został następnie zwolniony z meczu w Sochaux. A jego koledzy zwyciężyli z demoralizującą łatwością, Ángel di Maria strzelił gola już po kilkudziesięciu sekundach gry. I zirytowali gospodarzy, których uraziła beztroska paryżan – kapitan Florian Tardieu oskarżył ich, że zademonstrowali skandaliczny brak szacunku dla przeciwnika.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej