W sobotę 28-letni łodzianin wygrał finał na 800 m na halowych mistrzostwach świata z zaskakującą lekkością. Przed linią mety zdążył się jeszcze odwrócić, skontrolować przewagę i unieść w górę w geście triumfu zaciśnięte pięści.

To 29. medal w historii występów Polaków w HMŚ, ale dopiero czwarte złoto. To też jeden z niewielu sukcesów, których Kszczotowi dotąd brakowało do kolekcji – wcześniej wywalczył brąz (2010) i srebro (2014). W sumie ma już pięć medali MŚ i sześć z mistrzostw kontynentu. Jego niespełnionym marzeniem pozostaje podium na igrzyskach olimpijskich. Najbliższa szansa w Tokio za ponad dwa lata, ale Kszczot jest typem zawodnika, który nie umie zwolnić. Z ostatnich 16 biegów w hali wygrał 15.

– Motywacja jest problemem wielu sportowców, którzy odnoszą sukces, po czym nie są w stanie znaleźć w sobie sił na utrzymanie się na wysokim poziomie – mówił ostatnio „Wyborczej”. Swojej metody nie zdradza.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej