Przygotowania do mundialu w Rosji to nie tylko budowa stadionów, hoteli, modernizacja lotnisk i dróg, ale także oczyszczanie miast ze wszystkiego, co może wpłynąć na negatywne – ich zdaniem – postrzeganie kraju przez zagranicznych kibiców. To nie jest wymysł naszych czasów, ale tradycja sięgająca 1980 r., kiedy Moskwa gościła igrzyska olimpijskie. Wówczas wywożono ze stolicy pijaków, prostytutki i bezdomnych, a także – co przypominają dziś niektóre media – w bestialski sposób zgładzono tysiące bezdomnych psów. Dlatego obrońcy zwierząt nazywają wydarzenie „pierwszą krwawą olimpiadą”.

Druga była cztery lata temu w Soczi, gdzie za państwowe pieniądze wyłapywano bezpańskie psy. Oficjalnie po to, by je umieścić w schroniskach i wysterylizować; w rzeczywistości po to, by zgładzić. Amerykańscy sportowcy namawiali do wywożenia zwierząt z Rosji. Niektórzy zabrali ze sobą nawet pięć psów. Później była uniwersjada w Kazaniu, przy okazji której zgładzono około siedmiu tysięcy psów złapanych na ulicach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej