Jeszcze niedawno polska lekkoatletyka pod dachem traciła większość atutów. Brak rzutu młotem i dyskiem, chodu sportowego czy biegu na 400 m ppł sprawiał, że z hal Biało-Czerwoni przywozili pojedyncze medale. Przełom nastąpił podczas zeszłorocznych mistrzostw Europy w Belgradzie. Polska sensacyjnie wygrała klasyfikację medalową, zdobywając 12 krążków, w tym siedem złotych. W Birmingham będziemy się mogli się przekonać, czy urośliśmy też w światowej hierarchii.

W dwóch ostatnich edycjach HMŚ Polscy lekkoatleci zdobywali po trzy medale. Rekord to pięć, z 1999 r., kiedy zawody odbyły się w japońskim Maebashi. – Teoretycznie wyrównanie tamtego wyniku jest realne, ale podchodzę do tego na chłodno. Dwa-trzy medale do będzie dobry wynik. Cztery, bardzo dobry. Każdy ponad to – rewelacyjny – mówi Kęcki.

Do Birmingham pojechało 27 zawodników, o dziesięć więcej niż dwa lata temu do Portland. W USA srebro wywalczyła sztafeta 4x400 m, a brązy Piotr Lisek w skoku o tyczce i Kamila Lićwinko w skoku wzwyż.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej