Najjaśniejsza gwiazda i chyba najbardziej intrygująca uczestniczka igrzysk w Pjongczangu. Przez wybór swojej życiowej drogi – oryginalnej, którą od dziecka jej odradzano. Ale także ze względu na unikalną sportową klasę.

W snowboardowym slalomie gigancie równoległym 22-letnia Czeszka wziąć złoto zwyczajnie musiała, w końcu w Pucharze Świata prowadzi z gigantyczną przewagą – i właśnie po złoto we wspaniałym stylu pognała, w przedostatnim dniu igrzysk. W alpejskim supergigancie nie miała prawa choćby zbliżyć się do podium, ale też wystrzeliła na najwyższy stopień, w poprzedni weekend.

Po wojnie nigdy nie zdarzyło się, żeby ktoś na tych samych zimowych igrzyskach triumfował w różnych dyscyplinach. A wcześniej, w erze sportu jeszcze chałupniczego, zdarzyło się tylko dwukrotnie – Norwegowie Thorleif Haug (1924) oraz Johan Grotumsbraten (1928) pokonali wszystkich w skokach narciarskich oraz kombinacji norweskiej.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej