– Jestem pusty – wyznał trener Tobias Torgersen. Pusty, a jednak pełen emocji. Ekstremalnych i sprzecznych. To był tak niezwykły wyścig, że trudno go racjonalnie zinterpretować. Poza głębokim rozczarowaniem siódmą pozycją norweski szkoleniowiec mówił o szaleństwie na trasie i dumie z walki swoich dziewczyn.

Na pierwszej zmianie Monika Hojnisz pobiegła dobrze, zakończyła ją na siódmym miejscu z 40 sekundami straty do prowadzącej Włoszki. Miała trzy pudła, ale wykorzystała dodatkowe naboje i nie musiała biegać karnej rundy.

Gdy przyszła do strefy wywiadów, nie przeczuwała nawet dramatu, jaki czaił się za rogiem. Magdalena Gwizdoń dobierała dwa naboje – jak się później okazało, strzelała najlepiej z Polek – ale to starczyło do utrzymania siódmego miejsca. Cuda zaczęły się dziać na trzeciej zmianie. Krystyna Guzik jako jedyna z Polek musiała pokonać 150-metrową karną rundę za nadmiar pudeł i spadła na ósme miejsce, jednak po świetnym strzelaniu w pozycji stojącej wyprowadziła polską sztafetę na pierwsze miejsce! To było coś niewiarygodnego. Po prostu rywalki pudłowały jeszcze częściej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej