Walka o równouprawnienie w bobslejach nasuwa skojarzenie z batalią, jaką stoczyły skoczkinie narciarskie.

Na nartach kobiety skakały już 100 lat temu, jedną z pierwszych była austriacka hrabina Paula von Lamberg. Dziennikarz oglądający jej skoki w 1910 r. napisał, że były znakomite „nawet jak na mężczyznę”, ale dodał również, że gdyby upadła, to wypadek „nie byłby przyjemny czy estetyczny”. Obawiał się zwłaszcza tego, że widok „rozczochranych włosów” von Lambeg byłby nieprzyzwoity.

Od tamtego czasu minął prawie wiek, ale w 2005 r. prezydent Międzynarodowej Federacji Narciarskiej nie miał problemu, by powiedzieć, że skoki z medycznego punktu widzenia wydają się nieodpowiednie dla kobiet.

Gdy amerykańska skoczkini Lindsey Van usłyszała te słowa, odparła, że ma ochotę zwymiotować. Dodała, że w przeciwieństwie do mężczyzn ona narządy rozrodcze ma schowane.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej