Rano obudził mnie świst, huk, a potem tylko narastał. Kiedy wyjrzałem przez okno, jakieś papiery ze śmietnika fruwały na naszej wysokości. Mieszkamy w Gangneung, w wieżowcu na 21. piętrze. Z czasem stan alarmowy się pogłębiał, z powodu wichury wolontariusze likwidowali namioty w naszej wiosce. Zawalił się śmietnik, wejścia do centrów prasowych zablokowano. Było w nich zbyt niebezpiecznie, groziły zawaleniem. Trzeba było uważać na fruwające przedmioty, niektóre nawet dość ciężkie.

Stefan Horngacher: wciąż jest wiele do wygrania

Niedługo potem przyszła wiadomość, że odwołano zawody biatlonowe, a następnie slalom kobiet. Nikt by wtedy nie uwierzył, że punktualnie o 20...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej