Kamil Stoch i Stefan Hula stracili medale w dwóch ostatnich skokach sobotniego konkursu. Wiał potężny wiatr. Policzyliśmy, jak wyglądałaby klasyfikacja, gdyby konkurs odbywał się zgodnie z zasadami sprzed 2009 roku. Właśnie przed dziewięcioma laty wprowadzono elektroniczny pomiar wiatru i uśredniony współczynnik.

[Czytaj również: Hula jest szalony. I cierpliwy]

Wiadomo, że jeśli wieje w plecy, współczynnik jest dodatni, czyli punkty się dodaje. Jeśli wieje pod narty, co zwiększa "noszenie", skoczek "odlatuje", a punkty się odejmuje. Dane z pięciu punktów pomiarowych przelicza dla każdego zawodnika w czasie rzeczywistym komputer, zgodnie ze wzorem, który uwzględnia wielkość skoczni.

W zamierzeniu współczynnik miał wyrównywać szanse zawodników ruszających w dół z belki startowej w różnych warunkach wietrznych. Być może tak właśnie jest, choć są wątpliwości, czy komputer nie zamienia jednej nierówności w inną.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej